Filcowanie na mokro

Mój pierwszy filc powstał w roku 2005. Potem była długa przerwa, wypełniona malowaniem na jedwabiu, wyjazdami zagranicznymi „za chlebem“ i w końcu po powrocie do Ojczyzny postanowiłam, że muszę coś zmienić, że samo malowanie - chociaż rożnymi metodami - jest dla mnie niewystarczające, że muszę się rozwijać. Postanowiłam, że podniosę sobie poprzeczkę tak wysoko, żeby dać radę wyzwaniu, ale nie za wysoko, żeby temu nie sprostać. Zaczęłam wyszukiwać w internecie wszelkie informacje na temat metod filcowania, rodzajów wełen i ich przydatności. Oczywiście! Jak to ja, postanowiłam, że zacznę od wyższego szczebla. Boże Narodzenie, czas prezentów... trzeba pomyśleć, komu się odwdzięczyć za pomoc w mijającym roku. Kupiony, gotowy gadżet nie spełnia nigdy swojej roli do końca, wiec jeśli umiesz coś zrobić sama, to zrób to i nie wahaj się. Po zasięgnięciu skąpej wiedzy teoretycznej (za wiele nikt ci nie powie, jak robić, żeby dobrze zrobić, wszystkie blogi okrojone są informacjami do minimum- jak możecie, Drogie Panie być takie zachłanne na wiedze?), obejrzeniu dziesiątków filmików na YT postanowiłam, że jednak zmierzę się z filcowaniem na jedwabiu. Poszły konie! Bomba w górę! Teraz już nie cofnę się ani na krok! Z natury jestem szczególarzem i wszystko, co robię, musi być robione nie tylko z głową, ale i z sercem, muszę mieć swobodę czasu na przemyślenia. Cały projekt miałam w głowie i wydawało się, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik, ale... GUZIK! Potknęłam się o własną dokładność i powstał problem. Szyć trochę umiem, ale z kroju jestem zielona, jak trawa na wiosnę! Znowu internet w ruch i szukanie kompetentnej osoby, która pomogłaby mi w moim projekcie. Znalazłam po kilku dniach. Tą kompetentną i fachową osobą jest Pani Agnieszka Tylak, która ma swoja stronę //www.papavero.pl/ i to właśnie ta Pani pomogła mi w moim projekcie. Krótko mówiąc stworzyłyśmy ten żakiet wspólnie. Pani Agnieszka stworzyła wykrój fantastycznego żakietu, który dostosowała do prac filcowania. CHWAŁA JEJ ZA TO i Wielkie Dzięki! Żakiet miał być prezentem bożonarodzeniowym dla mojej Kochanej Córeczki, która pomaga mi, jak tylko może, w każdy możliwy sposób przeżyć . A więc, do dzieła! Poczta dostarczyła wykroje od Pani Agnieszki, więc już teraz, w tak zaawansowanej fazie projektu nie mam szans , żeby się wycofać- a miałam już zakusy ze strachu, że nie sprostam! Gamoń ze mnie! Po kilku próbach filcowania- robi się takie dla obliczenia zbiegu wełny- położyłam wykrój na stole. Oczywiście kopie wykrojów zrobiłam w razie ew. zalania ich wodą.

Kliknij aby powiększyć

Pokryłam wykrój folią bąbelkową... 2 warstwy Zwilżyłam folię wodą i ułożyłam nań jedwab, uprzednio pomalowany farbami do jedwabiu, utrwalanymi na parze- pełna „profeska“! Wykrój jest pod warstwami folii, ale przycięty jedwab / swobodnie rozłożony / jest na folii. Zaszewki nie grają w tej chwili żadnej roli, więc będą zafilcowane.

Kliknij aby powiększyć

Rozkładam wełnę na jedwabiu, robię to w ciepłym pomieszczeniu, żeby czuć się swobodnie i żeby aby nie kaszleć lub nie kichać - wełna fruwałaby sobie, jak pierze ;) Najpierw układam cienką warstwę dookoła wykroju- NA jedwabiu, starając się go nie przesuwać ani o milimetr.

Kliknij aby powiększyć

Potem zaczynam układać wełnę w tzw. „X“ - tak, dokładnie tak jak widać ten X. Pierwszy rząd... XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX Ale już drugi rząd i następne, będą pokrywały każdy poprzedni rzad XXXXX od góry do polowy jego wysokości. Wełnę trzymamy luźno i wyciągamy lekko pasma, układając je równomiernie każde pasmo w literę X. Na linii talii układamy pasma wełny pionowo, jedno przy drugim, wzdłuż wykroju- takie ułożenie pomoże nam w końcowej fazie filcowania wymodelować linie talii mimo, że w tym projekcie będę wycinała każdy element osobno- warto jednak to ułożenie zapamiętać dla innych projektów.

Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć

Tak ułożoną wełnę nakrywamy powoli i delikatnie - żeby nam się wełna nie rozfrunęła - cienką tkaniną syntetyczną - proszę nie stosować żadnych siatek, tiulów, czy innych „wynalazków“- najlepsza do tego jest flagówka 90- 110 gram/m2.

Kliknij aby powiększyć

Lekko ugniatając jedną ręką, drugą polewamy całą powierzchnię wodą z oliwkowym mydłem- i tu uwaga! Woda nie może być za gorąca- najlepsza ok. 25-30°C. Wodę przygotować razem z mydłem- marsylskie lub Aleppo jest najlepsze. Dobre jest tez czarne mydło, ale w kosztach trochę obciąża kieszeń. Polewanie zaczynamy od środka do brzegów. Odstawiamy wodę i bierzemy mydło do ręki. Namydlamy ręce i wygładzamy naszą prace od środka po brzegi, jednocześnie rozprowadzając nasączoną tam wodę do brzegów. Kiedy woda już jest wszędzie, zaczynamy „masować“ naszą pracę. Lewą i prawą dłoń kładziemy płasko na pracy i obie ręce pracują na przemian, jak tłoki w silniku- lewa w dół - prawa w górę. Nie naciskać mocno w początkowej fazie filcowania. Wełna musi otworzyć łuski, które będą się z sobą łączyły. Cały czas masujemy powierzchnię góra-dół, potem robimy koła, ósemki i znów góra-dół. I tak przez dobre 10-15 minut. Lekko, z sercem, przy taktach ulubionej, spokojnej muzyki... Prawda, że miło jest tak pracować? No, ale do roboty! Ściągamy delikatnie naszą flagówkę i nakładamy na nią folię... zwykłą, cienką folię budowlaną, którą używa się do okrywania mebli podczas remontów. Wygładzamy ją i staramy się spod niej wycisnąć powietrze.... po co? Po to, żeby nasz pomocnik nie rozchlapywał nam wody.

Kliknij aby powiększyć

Tu już jestem zajęta kołnierzem, ale chcę tylko pokazać, że pomagam sobie taką oto szlifierką oscylacyjną. W początkowej fazie „jeżdżę“ nią po folii, ale kiedy już widzę, że wełna zaczyna się dobrze filcować, zdejmuję folię i „jadę“ po wełnie... ale, ale... UWAGA! Na stopę szlifierki nałożyłam plaster folii bąbelkowej!!! Nie zapomnijcie o tym, bo zniszczycie sobie materiał i cały projekt psu w *** powiedzmy- na budę. „Szlifujemy“ wełnę dokładnie, dociskając średnio stopę maszynki raz przy raz. Całą powierzchnię wystarczy raz „oszlifować“, a szczególnie jej brzegi.

Kliknij aby powiększyć

Po „oszlifowaniu“ wełny zdejmujemy folię, odsączamy ręcznikami nadmiar wody- ale proszę mocno tej wody nie odsączać- musi zostać do ufilcowania!

Kliknij aby powiększyć

I zawijamy w rulon- jak na foto. Pomocny nam będzie makaron do pływania, który jest trochę miękki, bo stworzony z pianki.

Kliknij aby powiększyć

Najpierw w folię bąbelkową, potem w duży ręcznik. Dla zapewnienia stabilności pracy przy rolowaniu można ja związać po bokach i raz na środku, ale ja nie robię tego. Mam trick na to... Biorę mokry ręcznik i owijam nim pracę. W ten sposób nic mi się nie odkształca i nie odwija. Zostawiam jakieś 25 cm rozwinięty początek i zaczynam wałkować, nie zwijając początku- w ten sposób dotrwam zawsze do końca. A jak długo wałkować? Uuuuu, będzie trochę niekomfortowo, moje Panie! Przed wałkowaniem radzę poćwiczyć mięśnie brzucha- bo trzeba będzie je spinać dla ochrony naszego kręgosłupa, a szczególnie części lędźwiowej. Wałkowania nie obliczam na ilość czasu, ale na ilość pełnych obrotów walka. Kładę dłonie i dociskając lekko roluje na długość łokci, przesuwając ręce od środka na zewnątrz i z powrotem. Ułożoną pionowo pracę, wełną na wierzchu wałkuję 80 razy w pełnym obrocie walka.

Kliknij aby powiększyć

Potem rozwijam pracę, przerzucam na lewą stronę i zawijam od góry, czyli od barków. I znów 80 razy. Rozwijam i przerzucam makaron-piankę wzdłuż pracy. 80 razy wałkuję. Odwijam, odwracam na druga stronę i ostatnie 80 razy wałkowania. OK! Teraz biorę pracę w obie ręce, roztrzepuje, żeby dać powietrza wełnie i silnie rzucam pracą o stół! Tak! Można swoje emocje wyładować! I to przynajmniej 10 razy z całym impetem! Rozkładam pracę płasko, formuję ją i chwytając palcami za kilka włókien wełny sprawdzam, czy jest sfilcowana - jeśli unosi się przy tym spora powierzchnia pracy, to wełna dobrze się sfilcowała. Jeśli unoszą się tylko pojedyncze włókna, to trzeba wałkować jeszcze przynajmniej po 40 razy. Pracę niosę do łazienki, tam kąpię ją w ciepłej wodzie dwa razy i na koniec do czystej wody dolewam 3 łyżki octu na litr wody- zostawiam pracę na 10 min- niech skruszeje, jak zając przed Wielkanocą! Wełna po occie jest mięciutka, pachnie wełną i dobrze się układa.

Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć

Tak wygląda pierwsza część (przed i po filcowaniu) ufilcowanego żakietu przed główną obróbką, którą będzie wycinanie w/g szablonu i zszywanie. już się nie mogę doczekać... (poniżej lewa strona po filcowaniu)

Kliknij aby powiększyć

Nierówności powstałe przy filcowaniu wynikają z pracy wełny- jej przesuwanie się względem włókien jedwabiu i własnych oraz zależne jest tez od nierównej grubości warstw układanej wełny. Ja robię to pierwszy raz, więc sobie wybaczam - dawniej filcowałam igłowo, też na jedwabiu – tyle, że na sucho, a dopiero na koniec wrzucałam pracę do pralki w celu filcowania końcowego. To było filcowanie bez wałkowania, namydlania i układania wełny. Zupełnie inna metoda filcowania. OK, odkładam pierwszą część i biorę się za następne. Mam ich jeszcze 6 :( Będzie ciężko, ale dam rade!

Kliknij aby powiększyć

Teraz przechodzimy do wycinania elementów według szablonów wykroju. No, no... dość duży ten kawałek... Nic to, będzie na czym szaleć! Po wycięciu wszystkich elementów na moim kciuku „wybudował się“ bąbel od nożyc. Nic to! Z tym da się żyć.

Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć

Zszyłam wszystkie części, doszyłam kołnierz i wpadłam na pomył, żeby zrobić coś, jak Desiqual... ręczna fastryga na szwach, nierówna, ale podkreślająca sylwetkę. Tu bardzo dobrze sprawdziła się mulina turkusowa.

Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć

Tak wygląda na modelce - kolory są na tych zdjęciach mdłe i nie jaskrawe, w rzeczywistości kolory są żywe, jak na zdjęciach wyżej i niżej. Do kompletu dorobiłam szalik, żeby szczelnie okrywał szyję. Wrzucam jeszcze kilka szczegółów przed i po filcowaniu.

Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć Kliknij aby powiększyć

Droga Pani Agnieszko! Składam na Pani ręce serdeczne podziękowania za pomoc i twórczą współpracę. Zapraszam również na mojego bloga https://pannajedwabna.blogspot.com/

 

100% (3 głosy)
910 wyświetleń

Komentarze

kiciocha
#12 kiciocha 2017-01-12 04:12
Witam wszystkie Panie! Dziekuje za dobre opinie o mojej pracy i pozdrawiam serdecznie! Panna Jedwabna :3
KamilaKasz
#11 KamilaKasz 2017-01-11 17:21
Jakie to piekne, podziwiam i zazdroszcze :3
1
natka934
#10 natka934 2017-01-11 10:39
O mamuniu :3 Szacunek za ten ogrom roboty i piękny rezultat :-)
Asiula55
#9 Asiula55 2017-01-11 09:20
Musze przyznać ze mi to bardzo zaimponowalo! Tyle pracy, ale efekt jest jej wart. A dobór kolorów cudny, właśnie te mdłe mi się okrutnie podobają.
katkos123
#8 katkos123 2017-01-10 23:04
:o ... jak sie komus wiec wydaje ze duzo robory jest z szyciem, to niech sobie pofilcuje na mokro najpierw ;). Efektowna, ale jakze pracochlonna technika. Podziwiam!
Bastet
#7 Bastet 2017-01-10 22:06
No tak, ta poprzeczka jest tak wysoko, ze nawet jej nie widze, a co dopiero ja dosiegnac. Na poczatku czytanie pomyslalam sobie, ze zamiast rekami, mozna to ugniatac chodzac po tym nogami, jak kiedys kapuste..... Stanowczo to za dlugie jak na moje mozliwosci i cierpliwosc i zawsze jak widze takie cos, to sie zastanawiam jak dlugo to sie siebie trzyma i kiedy te wzorki zaczna odpadac od podloza.
A co do makaronu do plywania, to tu gdzie miaszkam to sie nazywa frytka.
Aga
#6 Aga 2017-01-10 19:01
Ło matko, nigdy w życiu bym się za taką rzecz nie wzięła. Aż mnie kręgosłup od czytania zabolał. Pierwsze słyszę o makaronie do pływania. Podziwiam wykonana pracę.
lefcio
#5 lefcio 2017-01-10 18:26
Cytuję aneta:
efekt super , sama się za to nie wezmę :eek: ale podoba mi się ,

Taka praca jest bardzo przyjemna, układasz welenkę, moczysz a potem przykrywasz folią i gładzisz, gładzisz, gładzisz...
Joanna205
#4 Joanna205 2017-01-10 18:24
Szacunek za wykonana prace to dopiero jest wyzwanie.
aneta
#3 aneta 2017-01-10 18:20
efekt super , sama się za to nie wezmę :eek: ale podoba mi się ,